piątek, 29 marca 2013

Urodziny Oli

Dzisiaj sa 26. urodzinki Oli. Zbieramy na czekolade, loda (w wafelku) i swiezo wyciskany sok z pomaranczy.. No i moze jeszcze drinka z kokosa.

Oto konto z ktorego korzystamy:
84 1140 2004 0000 3302 4130 1239
Maciej Maleszka ul. Galileusza 6b/12
60-159 Poznan

Jesli ktos chce zrobic jej prezent bedzie bardzo szczesliwa. Obiecujemy wstawic zdjecia prezentow :)
Dziekujeeee!

czwartek, 28 marca 2013

Oaxaca - Meksyk

Jak juz wspominalismy, Semana Santa rozpoczelismy w Mazunte, jednak glowne dni tego okresu przypadly na nasz pobyt w Oaxace. Spedzilismy tam 4 dni, pierwszy raz korzystajac z hostelu  w Meksyku. Stalo sie tak, gdyz mielismy problem ze znalezieniem normalnego couchsurfera w tym przepieknym miescie. Ogolnie couchsurfing w Meksyku to wcale nie az taka prosta sprawa, jakby sie moglo wydawac. Wiekszosc profili stanowia oferty napalonych gosci poszukujacych latwych turystek. Jednak nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo i wyladowalismy  bardzo klimatycznym miejscu w centrum miasta - w hostelu "Amigos". Kilka slow o tym miejscu: Polozony jest on idealnie, jesli chodzi o odleglos w stosunku do najwazniejszych miejsc Oaxaci. Same wnetrze, jak zobaczycie na zdjeciach, ma niesamowity klimat, a i cena za pobyt w nim jest znosna. My placilismy 80 peso / osobe za pokoj wieloosobowy, w ktorym spalismy tylko jedna noc. Wlasciciel tak nas polubil, ze za ta sama cene oddal nam pokoj dwuosobowy. Jesli chcecie spac tanio w tym miejscu, jak i tez w innych podonych hostelach w Meksyku, polecamy nocleg na dachu. Nasz znajomy Bill, nazywany przez Olke Bobem, za 50 peso rozlozyl namiot na dachu tego klimatycznego miejsca. Nie byl on jedynym gosciem dachu tego hostelu, a wrecz wydaje nam sie, ze wiecej osob spalo tam na dachu niz w normalnych pokojach. Minusem takiego nocowania jest koniecznosc porannej pobudki wraz z mocniejszymi promieniami slonca i niemoznosc spedzenia sjesty popoludniowej w chlodnym miejscu we wlasnym wyrku. Na nasz pobyt w tym miejcu przypadly 26. urodzinki Olki, w ktore urzadzilismy hostelowa impreze, na ktorej bawilismy sie z nowo poznanymi znajomymi, ktorym takze udzielil sie klimat tego miejsca. Godny odnotowania jest takze fakt, iz w tym przepieknym miescie udalo nam sie wreszcie dorwac prawdziwa czekolade marki Mayordomo, ktora Maciej kupil Olce na urodziny, a ona ja zzarla w zastraszajacym tempie. Jest ona zupelnie inna od tej, ktora mozecie kupic w Polsce. Po pierwsze - dostepne sa tez opakowania pol kilogramowe i kilogramowe, a jej faktura nie jest tak aksamitna jak ta, do ktorej jestesmy przyzwyczajeni. W odmianie klasycznej, ktora Olka dostala na urodziny wyraznie wyczuwalne sa krysztalki cukru. Dzieje sie tak prawdopodobnie dlatego, ze Meksykanie wykorzystuja ja glownie do rozpuszczania w mleku, a nie pozerania pol kilograma na raz, jak to Olka zrobila :)

Jesli chodzi o samo miasto, jest naprawde przepiekne i polecamy je kazdemu podrozujacemu przez Meksyk. Jednak w naszej opinii o wiele fajniej byloby je zwiedzac w innym terminie, niz podczas Semana Santa. Wszechobecne tlumy turystow potrafily naprawde nas zmeczyc. Oczywiscie zauwazylismy tez plusy przebywania tam w okresie swiatecznym, gdyz uczestniczylismy w kilku fajnych zdarzeniach artystycznych, takich jak parady spiewakow, swiateczna procesje, czy cudowny koncert muzyki typowej dla wiejskich obszarow Oaxaci. Oaxaca oczywiscie slynie ze swoich przepieknych zabytkow, na ktore skladaja sie w glownej mierze te sakralne. Nie omieszkalismy takze raczyc sie miejscowym Mezcal, z ktorego slynie ten region. A gdy jestesmy juz tak blisko robaczkow, to Mackowi zasmakowaly takze Chapulines - tutejsza zagryzka - smazone z duza iloscia przypraw swierszcze.

Jesli chodzi o okolice samego miasta, to jednego dnia wybralismy sie na wycieczke do pobliskiego masteczka Cuilapan, w ktorym usytuowany jest klasztor "Monasterio de Santiago Apostol". Jest to jedna z wiekszych budowli kolonialnych tego typu w okolicy. Wyglada on bardzo icekawie, gdyz nie zostal on nigdy skonczony, a jego glowna czesc jest pod golym niebem.  Jesli chodzi o zwiedzanie wnetrz samego klasztoru to nie jest on jakis nadzwyczajny w porownaniu z tym, jak wyglada z zewnatrz. Bylismy wrecz negatywnie zaskoczeni, jak malo zachowalo sie z orginalnyc wnetrz tej pieknej budowli. DObrze, ze chociaz widok z jego tarasu wynagrodzil nam cene biletu (35 peso / osobe).
Warty odnotownaia jest takze nasz powrot autobusem z tej wycieczki do Oaxaci, ktorego kierowca byl niespelnionym kierowca formuly 1. Mielismy okazje juz jezdzic z rznymi swirami, ale ten doslownie wbil nas w fotele. Teraz juz nie dziwimy sie, ze meksykanskie autobusy bardzo czesto ozdobione sa religijnymi motywami. Przydaje sie to pasazerom, ktorzy musza sie zarliwie modlic aby dojechac w jednym kawalku do celu.































poniedziałek, 25 marca 2013

Mazunte - Meksyk

Omara opuscilismy w poniedzialek. Byl to dosc specjalny poniedzialek, gdyz zaczynala sie Semana Santa (swiety tydzien wielkanocny). Mialo to taki efekt, ze wszystkie ceny w Mazunte podskoczyly o 100%, w tym tez miejsce noclegowe, do ktorego wczesniej obiecalismy sobie wrocic. Coz zrobic - zaplacilismy po 60 peso od osoby za noc i zostalismy tam 3 kolejne noce obcinajac racje zywnosciowe :) . Oczywiscie nie glodowalismy, tylko przerzucilismy sie na platki sniadaniowe i banany, lecz na obiad i tak chozilismy do pobliskiej najtanszej knajpki, gdyz w przeciwienstwie do poprzednich miejsc, pod namiotem na plazy nie mielismy mozliwosci gotowania.
Jak juz wczesniej wspominalismy plaza w Mazunte jest przepiekna. By nie mieszac, wszystkie zdjecia, ktore zobaczycie ponizej pochodza z Mazunte, zarowno z naszej jednodniowej wyprawy jak i opisywanych trzech dni. Dlaczego o tym wspominamy - gdyz klimat na plazy ulegl radykalnej zmianie podczas Semana Santa. Wczesniej bylismy jedynym namiotem rozbitym u naszych gospodarzy, a tym razem dzielilismy miejsce z wieloma turystami. Jesli mamy cos doradzic, to nie jedzcie tam w Semana Santa, lecz najlepiej w mniej zatloczonym okresie.

Mimo ogolnego zwiekszenia ilosci turystow idac w kierunku Punta Cometa dotarlismy na polecana przez Omara plaze o nazwie Mermejita. Tam na poczatku bylo kilku surferow, jednak pozniej przez nastepne pare godzin nie bylo nikogo. Rozni sie ona dosc znacznie od glownej plazy w Mazunte: kolorem piasku, ktory jest ciemno wulkaniczny, jest tylko jedno zacienione miejsce (ktore zajelismy :) ) i panuja tam duzo wieksze fale, prawdopodobnie przez to, iz jest ona dluzsza a brzeg jest bardziej plytki. Wykorzystujac rajska samotnosc wskoczylismy w ubranka Adama i Ewy, a Olka w koncu opalila cycki :) Uczucie kapieli na waleta w takich falach jest niesamowite i polecamy kazdemu.

Innego dnia zwiedzilismy pobliska zolwiarnie (miejsce gdzie mozna ogladac zolwie) - mam nadzieje, ze bez polskich liter skumaliscie o co nam chodzi. Miejsce jest w budowie i widac, ze za jakis czas bedzie na prawde swietne, Jednak na poczatku troszke sie zalamalismy ze wydalismy 35 peso/osobe za ogladanie zolwii w wannach. Jednak kierujac sie do wyjscia zauwazylismy duzy budynek, ktory okazal sie prawdziwym miejscem podziwiania tych wspanialych zwierzat w olbrzymich przeszklonych kontenerach. Ten ostatni budynek sprawil, ze jednak miejsce szczerze polecamy, a osoby, ktore moze beda zwiedzaly to miejsce jakis czas po nas eda mialy szczescie ogladac zolwie w jeszcze fajniejszych budynkach, ktore teraz sa w trakcie budow.

W ostatni dzien przed wyjazdem z Mazunte Olka nie czula sie zbut dobrze dlatego Maciej sam poszedl na Punta Cometa, ktore jest chyba najsliczniejszym miejscem w okolicy, a jakims cudem tam wczesniej nie trafilismy. Jest to skalne wzniesienie, z ktorego roztacza sie niesamowity widok na pobliskie plaze i ocean. To miejsce wywarlo na Macieju tak ogromne wrazenie, ze wieczorkiem, gdy Olka juz poczula sie dobrze i zaopatrzeni w piwka i banany oraz wszystko co potrzebne postanowilismy wybrac sie tam na wschod ksiezyca (na zachod slonca nie zdazylismy), ktory tego wieczoru byl w pelni i wyjatkowo czerwony. Wieczorem miejsce to takze jest urzekajace. Ze szczytu skaly rozposciera sie widok na klimatyczne swiatelka zapalane w plazowych knajpkach. Dosc mocno tam wieje, a do uszu dobiega dzwiek rozbijajacych sie fal o pobliskie skaly.

Jednym slowem - miejsce magiczne. Jesli bedziecie w okolicy musicie je odwiedzic.