Do potosi udalismy sie, gdyz bardzo polecal nam je Marco. Podczas naszych dlugich, nocnych rozmow w La Paz na temat histori andyjskiego swiata wielokrotnie wspominal o nim, jako perle w koronie hiszpanskiej. To wlasnie z kopalni zlota usytuowanych w tej okolicy hiszpanie wydobywali najwiecej tego cennego kruszcu. Odbilo sie to w sposob znaczny na architekturze miasta, w ktorej dominuje kolonialny styl hiszpanski, jednak jedyny w swoim rodzaju. Zmieszane sa tu bowiem motywy kultury Chrzescianskiej z wierzeniami miejscowych indian czego najlepszymi przykladami sa przesliczne rzezbienia kosciolow, na ktorch odnajdziemy motywy kultury andyjskiej. W Potosi niestety nie mielismy szczescia i nie znalezlismy zadnego hosta,ktory zechcialby nas przenocowac, dlatego zmuszeni zostalismy do poszukania sobie jakiejs taniej kwaterki. Nie bylo to latwe ale w koncu po paru godzinach chodzenia i targowania sie Maciej znalazl badzo prosta kwaterke usytuowana jednak w centrum miasta (20BS/os). Zostalismy tu dwie noce, podczas ktorych troche zmarzlismy, gdyz wieczorami temperatua spada tu dosc znacznie, a w naszym pokju drzwi sie nie domykaly. Olka niestety byla dosc powaznie przeziebiona, a tutejsze warunki nie sprzyjaly jej zdrowieniu. Wspolnie zwiedzilismy sobie spacekiem cale centrum w niedalekiej okolicy od naszej kwatery, zarowno w dzien jak i w nocy. Na dalsze ekspedycje po miescie zdecydowal sie jednak tylko Maciej. Duzym minusem mieszkania w tego typu "hotelikach" jest brak mozliwosci gotowania. Zmuszeni bylismy wiec jadac caly czas na miescie modlac sie po kazdym posilku do naszych przepracowanych juz aniolow strozow o brak rozwolnienia. Jedzenie na boliwijskiej ulicy jest nawet czesto calkiem smaczne i tanie jednak wszechogarniajacy tu brak jakichkolwiek zasad higieny sprawia, iz przypomina ono zabawe w ruska ruletke, ktorej przegrany musi szybko szukac toalety.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz