sobota, 2 listopada 2013

Isla del Sol - Boliwia

Isla del sol czyli wyspa slonca to pierwsze z miejsc ktore bardzo chcielismy odwiedzic w Bolivi. Do tej znajdujacej sie na jeziorze Titicaca wyspy dostac sie mozna lodzia z malego turystycznego miasteczka Cocacabana. Miejsce to polecil nam Francisco nasz znajomy columbijczyk zapoznany w hostelu w Cusco, ktory zareklamowal je nam jako swoje ulubione miejsce w Bolivi. Na wyspe dostalismy sie jedna z wielu turystycznych lodzi motorowych (20bs/os)(1bs=0,45zl)odplywajacych o 13:30, decydujac sie by nas zostawiono po jej poludniowej czesci. Od wielu pytanych osob dowiedzielismy sie ze po tej wlasnie stronie znajduje sie zdecydowanie wiecej kwater ktore mozna wynajac. Byla to kiepska decyzja gdyz moze i faktycznie czesc poludniowa wyspy jest bardziej zamieszkala, ale tez jest duzo bardziej turystyczna co ma duzy wplyw na poziom cen kwater (+-30bs/os). Kazdy turysta ktory wysiadzie po tej stronie wyspy zmuszony jest tez zaplacic 5bs podatku na rzecz lokalnej spolecznosci.Duzo lepsza opcja jest wiec przejazd odrazu na czesc polnocna wyspy kosztujacy 25bs/os. My tam dostalismy sie podrozujac na piechote na przelaj przez gory a zajelo to nam dobre 5 godzin. Nie wybralismy tej drogi dla wlasnego widzi-mi-sie a dla oszczednosci. Dowiedzielismy sie bowiem ze przemierzajac piechota wyspe turysci zobligowani sa takze uiszczac wcale nie male oplaty (15bs/os) wszystkim napotykanym spolecznoscia ktorych w sumie na wyspie jest trzy (czesc poludniowa, centralna i polnocna). Z perspektywy czasu nie rzalujemy jednak naszej dosc przypadkowej decyzji o spacerze przez wyspe, gdyz dzieki temu zwiedzilismy ja doslownie cala. Pejzarze ktore po drodze moglismy podziwiac poprostu zapieraly dech w pieriach i wcale a wcale sie nie dziwimy ze Isla del Sol byla jednym z najswietszych miejsc dla spoleczenosci incaskiej. Do czesci polnocnej dotarlismy pod wieczor i dosc szybko udalo nam sie znalesc bardzo przyzwoita kwatere za jedyne 15bs/os/dzien. Pokoik byl schludny z wygodnymi luzkami, mielismy dostep do czysciutkiej lazienki z ciepla wodaa do tego nie stanowilo problemu ze gotowalismy w kuchni naszych gospodazy. Nasza gospodyni byla przedstawicielka typowej dla tej czesci bolivi ludnosci Aymara jednak w przeciwienstwie do reszty swego ludu byla nadwyraz mila i uprzejma. Olka wymienila sie z nia nawet umijetosciami robienia artezaniow.
Nastepnego dnia ruszylismy na podboj polnocnej czesci wyspy gdzie w odleglosci ok godzinki drogi spacerem dotarlismy do ruin za zwiedzanie ktorych uiscilismy wczesciej oplate 10bs/os. Tak naprawde tamtejsze ruiny to jedna wielka sciema. Od miejscowi poukladali troche kamieni formujac szkielety starych zabudowan jednak widoki rozposcierajace sie do okola sa nieziemskie. Na koniec by nie przynudzac, bo tak naprawde zdjecia oddaja chyba w pelni klimat tej przeslicznej wyspy, wspomnimy jeszcze o dosc licznie tam wystepujacych osiolkach od ktorych nie sposo bylo oderwac Olke. Nawet dosc powsciagliwy w stosunku do siersciuchow Maciej musi przyznac ze byly one jednymi z najslodszych zwierzakow z jakimi obcowalismy do tej pory podrozujac po obu amerykach.






















































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz