wtorek, 19 listopada 2013
Sucre - Boliwia
Sucre bylo miejscem obowiazkowym w Boliwi, ktore nie sposob bylo nam ominac. Jest to bowiem konstytucyjna stolica oraz prawdopodobnie najladniejsze pod wzgledem architektonicznym miasto w tym panstwie. Gdy tylko tu dotarlismy schorowana Olka zostala z naszymi bagazami na teminalu, a Maciej, jak zawsze ruszyl polowac na jakas tania kwaterke. Najtansza i najlepsza okazala sie ta znajdujaca sie na wprost terminalu, gdzie za 25 bs/os sie zatrzymalismy. Olka czula sie na tyle fatalnie, ze postanowila sie jedynie zaszyc w lozeczku, a Maciej ruszyl na wieczorne zwiedzanie boliwijskiej stolicy. Centrum miasta jest rzeczywiscie bardzo ladne i zadbane, co stanowi olbrzymi kontrast z dosc brzydkim i brudnym La Paz. Sercem Sure jest jego centralny park otoczony se wszystkich stron slicznymi i zadbanymi kolonialnymi budynkami, ktore prezentuja sie bardzo ladnie zarowno w dzien, jak i w nocy. Maciej mial dosc duze szczescie ze akurat wtedy, gdy zwiedzal miasto, odbywaly sie w nim wlasnie targi rekodziela, na ktorych wystawiali sie przedstawiciele wszystkich regionow Boliwii. Zafascynowany kolorowymi atezaniami spedzil wloczac sie miedzy straganami ladnych pare godzin niestety nic nie kupujac, gdyz ceny tych kolorowych cudeniek byly zaporowe i dostosowane do portweli licznych tu zachodnich turystow. Z powodu choroby Olki zostalismy tu tylko jeden dzien, a szkoda, bo miasto na pewno warte jest glebszego poznania. Gdy podrozuje sie jednak tak, jak my czasami wazniejsza jest mozliwosc odpoczynku i naladowania baterii u kogos w domu, niz podziwinie architektury, dlategotez ruszylismy dalej do Santa Cruz, gdzie mial juz na nas oczekiwac host z couchsurfingu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz